Internetowy Serwis Bankowości Spółdzielczej

dr Elżbieta Watanabe: Żona w Japonii to zawód a nie kura domowa

Żona w Japonii to zawód a nie kura domowa
 
Grafika - Marii Watanabe
 
Naoglądaliśmy się seriali typu „Shogun”. Młodzież zazwyczaj  wie, co to Manga, a starsi znają pojęcia haiku i kamikadze. Niektórzy z nas pamiętają, że na Japonię chciał przerobić Polskę Lech Wałęsa. Bez skutku zresztą.  Wiemy też co to sushi, bo sushi bary rozmnożyły się w Polsce niczym w Tokio i chadzanie do nich jest w dobrym tonie.  W obiegu jest również przysłowie o trzech najlepszych rzeczach na świecie: europejskim domu, chińskim kucharzu i japońskiej żonie. No właśnie. A czemuż to japońska żona jest najlepsza w świecie? Bo spokojna, bo uległa, bo podporządkowana mężowi i  oddana bez reszty rodzinie i dzieciom. Taka mamy tę naszą telewizyjną wiedzę o „kraju kwitnącej wiśni”, „wschodzącego słońca” ,  „najnowszych technologii” i  czego tam jeszcze…
 
A jak jest naprawdę pytamy dr Elżbietę Watanabe, socjolożkę, która ma za sobą i małżeństwo z Japończykiem i dwudziesto paroletni pobyt w Japonii. Czy była Pani uległą żoną,  pani doktor? Taką co to rano mężowi śniadanie, a potem dzieci, sprzątanie i zakupy i tak bez końca?
Tak, tak…. Problem w tym, że polskie przekonanie o życiu japońskiej kobiety to mylenie etykiety z faktyczną pozycją społeczną.  Dajmy taki przykład: mężczyźni w Polsce całują kobiety po rękach, otwierają przed nimi drzwi, puszczają je przodem i prawią komplementy. Jak się na to patrzy w oderwaniu od polskiej tradycji to można pomyśleć, że mężczyźni w Polsce to uciśnieni poddani rządzących kobiet. A nic bardziej mylnego, bo to tylko etykieta. Nic więcej. Tak samo jest w Japonii. Etykieta nakazuje, aby kobieta była uprzejma, miła, usługująca. Na zewnątrz.  A rzeczywistość rządzi się własnymi prawami. Czy pani wie, że w Japonii nie istnieje pojęcie „kury domowej”? Ani nawet „pani domu” jak to się u nas eufemistycznie określa?
 
Jak to? Więc jak się określa kobiety, które nie pracują zawodowo, tylko zajmują się domem i dziećmi?
Że pracują. Bo matka i żona to zawód. To jedna z kategorii zawodów, szanowanych, oznaczających profesjonalizm w tym, co się robi.  W momencie, w którym Japonka wychodzi za mąż i zakłada rodzinę zyskuje w niej (w domowych sprawach) najwyższą pozycję i niebywale rośnie jej status społeczny. To się realnie przekłada na jej możliwości i uprawnienia. Na przykład rządzi rodzinnymi finansami. Mąż jest od zarabiania, o czym powszechnie w Japonii wiadomo. Ma więc konto, na które wpływa jego pensja, lub jego dochód. Ale kart do tego konta ma jego żona, bo to ona jest faktyczną dysponentką rodzinnych finansów. Jeśli japoński mąż chce mieć własne pieniądze – zakłada sobie drugie konto, na które wpłaca tzw. zaskórniaki. Jeśli nie, to dostaje od żony kieszonkowe.  Żona decyduje o wydatkach, o przedszkolach i szkołach dla dzieci, o meblach, wyposażeniu, ubraniu. O wszystkim. Ma to wszystko oddawane w pacht. Fakt, że żona to zawód ma i inne, ważniejsze dla kobiety konsekwencje. Są nimi emerytury.  Żona wykonuje pracę, więc należy jej się za to zabezpieczenie emerytalne.
 
U nas nie do pomyślenia. Co prawda od czasu do czasu pojawiają się takie pomysły, zazwyczaj w czasie przed wyborami, ale potem szybko znikają jak jakiś sen złoty… To zapewne odmienność kulturowa sprawia, że postrzegamy Japonię jako kraj azjatycki, w którym prawo jest gorsze dla obywateli  niż w Europie czy Stanach Zjednoczonych. 
Tymczasem pierwszy system emerytalny w Japonii powstał w 1890 roku i był wzorowany na rozwiązaniach wprowadzonych przez Bismarcka. Obejmował on wówczas dwie grupy zawodowe: urzędników państwowych i kadrę wojskową. Te emerytury były wysokie. Zmiana polegająca na rozszerzeniu grup uprawnionych do zabezpieczenia emerytalnego nastąpiła w 1942 roku. Ubezpieczeniami objęto wówczas wszystkich pracujących w państwowych firmach, a składki były uzależnione od pensji. Ten system został zawieszony podczas okupacji amerykańskiej. Dodajmy w tym miejscu, że Amerykanie wymusili na Japończykach zmianę konstytucji.  Japonki po raz pierwszy uzyskały wówczas prawa wyborcze. Pierwsze powojenne wybory odbyły się w 1946 roku i wybrano do parlamentu tyle kobiet, że ten rekord nie został do tej pory pobity.  Jak się potem okazało, głosujące po raz pierwszy Japonki były przekonane, że wolno im głosować tylko na kobiety, więc żadna nie śmiała oddać głosu na mężczyznę…
 
  Po  zakończeniu okupacji, w 1954 roku wprowadzono kolejną reformę emerytalną. Utworzono system dwuczłonowy obejmujący pracowników większych firm. Część składki (mniejsza) była odprowadzana do tzw. funduszu socjalnego, a druga część do funduszu zależnego od wysokości zarobków. Zaznaczmy, że oba fundusze były i są do dziś państwowe.
W 1961 roku objęto systemem emerytalnym samo zatrudniających się, rolników, ludzi wolnych zawodów i bez zawodu oraz pracujących w sektorze MSP. Uczestnictwo w  socjalnym systemie emerytalnym i związane z tym opłacanie składek było obowiązkowe. Nawet dla bezrobotnych.
 
A jeśli nie mieli oni pieniędzy na składki?
To ich nie płacili i wypadali z systemu. Państwo nie sprawdzało tego zbyt dokładnie i nie stosowało kar za niepłacenie. Emerytury z tego systemu były wypłacane po 25 latach płacenia składek, po ukończeniu 65 lat. W latach 1985-86 podniesiono wymagany okres składkowy  z 25 do 40 lat.  Były też opcje pośrednie zależne od wieku pracownika. I wtedy też wprowadzono zabezpieczenie emerytalne dla kobiet. Polega ono na tym, że część składki płaconej przez zatrudnionego w większej firmie męża ( tej zależnej od wysokości zarobków) jest przekazywana na konto żony. Tym samym żona ma prawo do własnej, socjalnej emerytury. Nie są to wielkie pieniądze, ale pozwalają na godziwe utrzymanie się.  Do rozwiązania jest problem malutkich firm, które nie są w systemie,  np. rodzinnych sklepików. Ostatnio coraz częściej się mówi, że są one dyskryminowane przez wykluczenie z pierwszego, wyższego funduszu systemu emerytalnego i trwają rozmowy na temat  możliwych do zastosowania rozwiązań. (Socjalny system emerytalny polega na tym, że każdy mieszkaniec Japonii może płacić skladki, bez względu na swój status pracowniczy. Tj. niepracujący też mogą płacić składki i dostać w przyszłości skromną meryturę).
Wprowadzenie emerytur dla żon jest moim zdaniem konsekwencją podpisania przez Japonię w 1985 roku konwencji ONZ na temat eliminacji dyskryminacji kobiet.
 
A gdyby Japonia nie podpisała tej konwencji to co wtedy?
Pewnie nie byłoby tak słodko, że mąż musi opłacać składkę za żonę. Ale konwencja została podpisana i poszły konie  po betonie….Wymusiła ona poza tym więcej zmian, np. w sposobie przyjmowania kobiet do pracy. W Japonii  kobiety również mają utrudniany awans, również wisi nad nimi „szklany sufit” i ich zarobki są mniejsze, ale przyjmując do pracy pracodawca nie może już ich jawnie dyskryminować.
 
A jak jest w Japonii z ilością pracujących kobiet? Pracuje ich zapewne mniej niż w Polsce.
Wprost przeciwnie. W Japonii więcej kobiet pracuje niż w Polsce. Według danych za 2008 rok w Japonii pracowało 67,3%  kobiet w wieku 15-64 lat. W Polsce w tym samym przedziale wiekowym 52,4 procent.  Te proporcje zapewne nie uległy większej zmianie. Różnica polega na tym, że ze względów kulturowych w Japonii mamy do czynienia z tzw. krzywą M. To wykres w kształcie tej litery pokazujący zależność między stanem cywilnym kobiety a pracą zawodową. Pracują kobiety młode, które po wyjściu za mąż i urodzeniu dzieci zaprzestają pracować zawodowo, aby wrócić ponownie na rynek pracy już po ich odchowaniu.
 
No dobrze, ale jeśli z różnych powodów, np. zbyt niskich dochodów czy choćby aspiracji kobiet nie przestają one pracować nawet mając małe dzieci, to czy mogą liczyć na jakąkolwiek pomoc państwa, czy są zostawione same sobie?
Nie. W Japonii bardzo sprawnie działa system specjalnych przedszkoli adresowany do pracujących kobiet. Przedszkola te są prowadzone przez samorządy terytorialne i częściowo przez nie dotowane. Opłata za umieszczenie w takim przedszkolu dziecka jest więc zależna od dochodów rodziny. To bardzo dobre przedszkola i zasłużenie cieszą się znakomitą opinią. Ich zadaniem jest nie tylko opieka nad dzieckiem, ale i jego wychowanie i socjalizacja. Pracuje w nich wykształcona pedagogicznie kadra, każde dziecko otoczone jest indywidualną opieką, każde ma swój specjalny dziennik, w którym notowane są rozwój, zachowanie, zdolności. Nie da się ukryć, że państwo realizuje w nich swoje interesy – ma przez nie wpływ na przyszłe społeczeństwo. Oczywiście są i przedszkola prywatne, (które są otwarte tylko przez 4-5 godzin dziennie, nastawione na dzieci niepracujących zawodowo matek oraz prywatne żłobki i przedszkola otwarte znacznie dłużej, w których mogą zostawiać dzieci matki pracujące zawodowo)  ale to raczej tylko „przechowalnie” dla dzieci, bez specjalnych programów.
 
A co się dzieje gdy kobieta się rozwodzi? 
Nie da się ukryć, że procent rozwodów w Japonii  rośnie. Współczynnik rozwodów  w 2009 roku wynosił 2, 01. W Polsce np. w minionym roku wynosił 1,6 procent. Sporo mniej. W dodatku rozwody są najczęściej inicjowane przez kobiety a nie przez mężczyzn wymieniających swoje żony na młodsze egzemplarze. . Charakterystyczne dla Japonii są tzw. dwie górki rozwodowe. Pierwsza z nich występuje wkrótce po zawarciu małżeństwa, a druga w momencie w którym mąż osiąga wiek emerytalny i wraca do domu.
Co to oznacza? W pierwszym przypadku zapewne rozczarowanie. Natomiast proweniencja drugiej górki jest już inna. Zapewne przyczyną jest system pracy. Mężczyzna pracując zawodowo praktycznie nie uczestniczy w życiu rodziny. Wciąż nieobecny staje się coraz bardziej obcy. Gdy wraca do domu – często nie ma już w nim więzi, dzieci się usamodzielniły i wyprowadziły,  a żona nie widzi powodu, aby dalej się poświęcać i obsługiwać mężczyznę, z którym nic jej praktycznie nie łączy. Poza tym emerytura socjalna zostaje przy kobiecie bez względu na to, czy pozostaje w związku czy się rozwiodła. Po rozwodzie kobieta ją otrzymuje i nie obciąża systemu opieki społecznej.  Może też dalej płacić swoje składki za siebie, jeśli ma na to pieniądze. Wtedy ta emerytura rośnie.  Mąż ma swoją emeryturę, a w dodatku dostaje najczęściej wysoką odprawę. Jeżeli pracował w większej firmie – to na koniec pracy otrzymuje spore pieniądze. Pozwalają one np. na inwestycję w akcje, ziemię czy fundusze, które generują dodatkowe źródło dochodów. Podczas rozwodu kobietom najczęsciej udaje się skłonić męża do podzielenia się ową odprawą. Ponadto japońska kobieta, jeśli myśli perspektywicznie, to trzymając przez całe życie domowe finanse w swoich rękach jest w stanie zaoszczędzić na wydatkach i odkładać część pieniędzy na swoje konto w banku. Tak więc żadnemu z małżonków nie grozi ubóstwo.
 
W Polsce mamy ostatnio znów problem z ustawą antyaborcyjną. W pracach komisji sejmowych znajduje się tzw. obywatelski projekt ustawy, zakazujący aborcji w ogóle, bez żadnych wyłączeń. Budzi on wiele kontrowersji i jest słusznie  uznawany przez organizacje kobiece za dyskryminujący i cofający Polskę wobec standardów. A jak jest z aborcją w Japonii?
W Japonii nie ma ustawy antyaborcyjnej, ani żadnych kar za przeprowadzenie aborcji. Można ją wykonać w szpitalu na koszt funduszu zdrowia, a jeśli jakiś szpital nie wykonuje aborcji, to podaje adres placówki, która ją wykonuje. . Jeżeli są jakieś przeciwwskazania, to sa one najwyżej i wyłącznie natury medycznej. Aborcja przeprowadzana przez państwową służbę zdrowia, lub prywatną mającą podpisaną umowę z funduszem wiąże się z koniecznością dokonania konsultacji. Może dlatego ta forma nie jest popularna a aborcji dokonuje się w przeważającym stopniu w małych, prywatnych gabinetach lekarskich. I dlatego również na temat jej skali nie ma żadnych danych, ponieważ prywatna opieka medyczna nie gromadzi ich. Płaci się gotówką.
Przez całe lata aborcja była najpowszechniejszą metodą regulacji narodzin. Pamiętajmy, że Japonia to kraj buddyjski. Wierzy się tu w reinkarnację, co zmienia stosunek do aborcji.
 
A środki antykoncepcyjne i wychowanie seksualne? Jak jest z tymi kwestiami?
Wychowanie seksualne prowadzone jest w szkołach jako część programu nauczania. Zaraz po urodzeniu dziecka pielęgniarki w niektórych szpitalach ( również państwowych) przychodza do łóżka i przeprowadzają szkolenie kobiety na temat możliwości zabezpieczenia się przed następną ciążą oraz oferują  w szerokim wyborze dostępne środki antykoncepcyjne. To normalne.
Gorzej było z legalizacją hormonalnych środków antykoncepcyjnych. W Japonii system certyfikacji nowych leków i dopuszczenia ich na rynek jest skomplikowany i trwa bardzo długo. Jednak proces legalizacji pigułki był wyjątkowo opóźniany. Tłumaczono, że ma ona uboczne skutki zdrowotne, że nie jest bezpieczna itp. Tymczasem, gdy wynaleziono viagrę – to w Japonii dopuszczono ją na rynek w przeciągu zaledwie pół roku. Wtedy do ataku ruszyły rozzłoszczone organizacje kobiece. Wytknęły lekarzom, że prowadzą lobbing przeciwko pigułce antykoncepcyjnej ponieważ boją się utraty wysokich  i nie rejestrowanych dochodów z aborcji.
Podziałało. Pigułka okazała się nagle nie taka groźna i bez przeszkód dopuszczono ją na japoński rynek leków.
 
To organizacje kobiece w Japonii mają aż takie wpływy? Aż tak potrafią zewrzeć szeregi?
 O tak. Te organizacje są sprawne, skuteczne i cieszą się powszechnym poważaniem. Ich głosu się nie lekceważy. To one doprowadziły do dymisji jednego z premierów Japonii – Sosuke Uno. To sprawa z 1989 roku. Gejsza, będąca kochanką premiera poskarżyła się prasie,  że Uno źle ją potraktował, rzucił i nie dał odprawy na dalsze utrzymanie. I w tym momencie zadziałała „babska sitwa”. Organizacje kobiece ruszyły z tego powodu do takiego ataku, że premierowi nie pozostało nic innego jak tylko zrezygnowanie ze stanowiska. Inna sprawa, że Uno już wcześniej naraził się kobietom podnosząc podatek konsumpcyjny, z 3 do 5 procent, co wpłynęło na budżety rodzinne. A nimi, jak już mówiłam, niepodzielnie rządzą żony. 
 
I tak w „kraju kwitnącej wiśni”, kraju żon łagodnych i przymilnych, będących trzecim dobrem najbardziej pożądanym,  wygląda życie codzienne. Kawiarnie pełne kobiet, domy towarowe pełne kobiet, kobieca prasa, kobiece organizacje, babskie sitwy i wzajemne wspomaganie. Emerytury za pracę żony i matki, świadomość swoich praw. Możliwość powrotu do pracy, możliwość pracy w niepełnym wymiarze godzin. W dużym stopniu zrealizowała się wizja słynnej poetki, Akiko Yosano, która prawie 100 lat temu (  bo ten wiersz został opublikowany w 1912 r., w pierwszym numerze feministycznego pisma “Seito”, czyli “Niebieska pończocha”)  pisała:
 
Nadszedł dzień, gdy ruszyły góry.
Mówię, choć nikt mnie nie słucha.
Góry po prostu na krótko zasnęły,
Ale przecież dawniej tańczyły z ogniem.
Zresztą, nieważne czy w to uwierzysz,
Jeżeli tylko uwierzysz, że:
Wszystkie śpiące dotąd kobiety
Wstały i ruszyły
 
(Tłum. Elżbieta Watanabe)
 
Rozmawiała Anna Lewkowska Bs.net.
 
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 
 
Dr Elżbieta Watanabe

Ukończyła studia socjologiczne w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego i została tamże zatrudniona na stanowisku asystenta. W 1978 r. obroniła w IS UW pracę doktorską („Idea równości społecznej“) i otrzymała stanowisko adiunkta. W 1979 r. wyjechała do Japonii, gdzie w latach 1985 – 2003 zatrudniona była jako wykładowca socjologii na Uniwersytecie Chuo (w Instytucie Socjologii na Wydziale Literatury) w Tokio, a także na Uniwersytecie Chiba i Uniwersytecie Rikkyo. W Tokio brała udział w pracach grupy badawczej – temat „Świadomość równości społecznej w społeczeństwie Japonii”, pod kierunkiem prof. A. Ishikawy. Była również wieloletnim członkiem japońskiego „Międzynarodowego Towarzystwa Badań nad Kobietami” (jap. „Kokusai Josei Gakkai”) i brała udział w jego pracach badawczych. Oprócz tego była jedną z założycielek pierwszej polonijnej organizacji w Japonii – Klubu Polskiego i pełniła przez 2 lata funkcję prezesa Klubu. Przez 3 lata była redaktorem dwumiesięcznika “Gazeta Klubu Polskiego w Japonii”, pisma znajdującego się w zbiorach Biblioteki Narodowej w Warszawie.
Po powrocie do Polski w 2003 r. została zatrudniona w Katedrze Etnologii UMK, w tym od 2006 r. na stanowisku adiunkta. W latach 2007-2010 pełniła funkcję prezesa Toruńskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Obecnie jest kierownikiem kilkuosobowego zespołu badawczego, realizującego temat „Japonia w procesie przemian”, na który otrzymała grant MNiSW. Jest także opiekunem Międzywydziałowego Koła Naukowego Języka i Kultury Japońskiej WAFU